Strony

wtorek, 29 września 2015

Rozdział XVIII



Weszłam do swojego pokoju i od razu wzięłam telefon do ręki, bo gdy pojechałam z Rasto zostawiłam go na komodzie. Zobaczyłam wiadomość od Lucasa, w której napisał, że musimy pilnie porozmawiać. Postanowiłam od razu do niego oddzwonić. Odebrał zaraz.
- Hej, co chcia… - miałam zamiar dokończyć, ale mi przerwał.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że masz kumpla wampira? – zapytał z wyrzutem.
- Czekaj, co?! – zadałam to pytanie i w duchu modliłam się, żeby słowa Lucasa okazały się głupim żartem.
- No to, że poznałem Gabe’ a – rzucił.
- Ale Clary nie? – zapytałam zaniepokojona.
- No jasne, że nie – odparł, a ja odetchnęłam z ulgą. – A co?
- Nie powiedziała ci, co się jej stało dwa dni temu? – zapytałam zaskoczona, że Clary nie powiedziała mu nic o napadzie tego wampira.
- Co się stało dwa dni temu? – zapytał, a w jego głos było słychać nutkę gniewu.
- No, bo… Clary miała… Niezbyt miłe… Spotkanie z… Wampirem – powiedziałam niepewnie.
- Że co?! – krzyknął do słuchawki, tak, że aż prawie pękły mi bębenki.
- Cas, uspokój się. Nic się jej nie stało – powiedziałam spokojnie.
- Jak mam być spokojny? Moja dziewczyna została zaatakowana przez wampira – warknął zdenerwowany.
- Uspokój się, bo ci żyłka pęknie – rzuciłam obojętnie. – Muszę kończyć, a ty mój drogi, masz się opanować, ok?
- Ok – powiedział z westchnieniem. Rozłączyłam się i postanowiłam odpocząć od tego rumoru. Przebrałam się w sportowe ciuchy, wzięłam ze sobą dwa srebrne sztylety oraz słuchawki. Zeszłam na dół. W kuchni zobaczyłam mamę.
- Mamo, wychodzę pobiegać – powiedziałam.
- Dobrze, tylko uważaj na siebie – odparła moja mama. Ubrałam adidasy i wyszłam z domu. Postanowiłam pobiegać po parku. Skierowałam się, więc w tamtą stronę przy okazji słuchając „Dollhouse”. Truchtałam i z tym samym tempem dobiegłam do bramy parku. O tej porze, czyli koło siedemnastej mało kto przechadzał się po tej okolicy. Wbiegłam na teren parku. W połowie mojej trasy sekundę przed atakiem poczułam ukłucia na przedramionach. Wykonałam unik, a napastnik padł jak długi na ziemię obok mnie. W ostatniej chwili udało mi się uniknąć uderzenia w tył głowy. Powiedziałam sobie wtedy, że nie dam się znowu uderzyć w głowę.
- Czyli to ciebie mamy wyeliminować? – zapytał z drwiną w głosie jeden z wilkołaków. Chciałam ich trochę powkręcać, zanim się ich „pozbędę”.
- P-proszę, nie – wyjąkałam z udawanym przerażeniem. Na ich twarze wypłynęły szerokie uśmiechy. Pamiętając, co nie co z filmów, w tym momencie, każdy przerażony nastolatek powinien uciekać. Zrobiłam to samo, ale zamiast biegnąć w stronę bramki, pobiegłam w las na około ścieżki. Znałam to miejsce jak mało kto, więc łatwo mogłam zrobić ich na szaro. Tak jak przepuszczałam zaczęli biegnąć na mną. W jednej chwili skręciłam w prawo, potem w lewo i jeszcze raz w prawo. Nie słyszałam ich kroków za mną. Zaryzykowałam zerknięcie za siebie, a to było dużym błędem. Uderzyłam w coś twardego i upadłam na tyłek. Podniosłam głowę i zobaczyłam jeszcze jednego wilkołaka. Patrzyliśmy sobie w oczy, a on w jednej chwili wskazał mi głową, abym uciekała. Podniosłam się i skinęłam głową. Nachyliłam się jeszcze do niego i szepnęłam.
- Dzięki, mam dług – powiedziałam i pobiegłam we wskazanym kierunku. Kiedy byłam już poza zasięgiem słuchu wilkołaków, to ja zaczęłam nasłuchiwać. Doszła mnie rozmowa.
- Danny, widziałeś ją? – zapytał jeden z tych „złych” wilkołaków.
- Niestety nie – odparł ten „dobry” Danny.
- Szlag, szef nas zabije – mruknął drugi „zły”. Dalej nie miałam ochoty słuchać ich wymiany zdań. Pobiegłam ile sił w nogach do domu. Przekraczałam właśnie próg domu, gdy… 

Witam!
Sorry, że taki krótki, ale po pierwsze, brak weny. Po drugie, było mało komentarzy pod ostatnim rozdziałem i zastanawiam się, czy ktoś czyta jeszcze mojego bloga....
Liczę na komentarze i szczere opinie :)

sobota, 26 września 2015

LBA #3

Dzięki za nominację Lexi D. ;) Tutaj jej blog: Jej blog!
Serdecznie zapraszam do niej ;D
Oto jej pytania i moje odpowiedzi : 

1. Jakie lektury szkolne czekają cię w tym roku?
Cóż... "Mały książę", "Zemsta", "Dziady cz. II", "Kamizelka", "Sachem", "Śmierć urzędnika", "Opowieść wigilijna", "Syzyfowe prace" i "Tam, gdzie spadają anioły". Jest tego trochę ;)

2. Jaki jest twój wymarzony kolor włosów?
Kiedyś chciałam mieć szkarłatne włosy, ale teraz bardziej podoba mi się czarny lub ciemny brąz ;) Mam nadzieję, że pociemnieją mi włosy :)

3. Na premierę jakiej książki, nie możesz się już doczekać?
Z niecierpliwością czekam na "Odrodzoną" C. C. Hunter oraz na nową książkę C. J. Daugherty.

4. Co kupujesz sobie zazwyczaj na wyjazdach (np. na wakacje, ferie)?
Przyznam się, że zazwyczaj kupuję sobie ubrania, ale jest to związane, że w wakacje wyjeżdżam z  kraju do cioci i.... No wiecie, trudno czytać w obcym języku :P

5.Jaki jest twój ulubiony owoc?
Uwielbiam pomarańcze, ale nie pogardzę mandarynką.

6. Z jakim kolorem kojarzy ci się twoja przyszłość?
Trudne pytanie... Naprawdę nie wiem. Gustuję jednak w ciemnych kolorach, więc pewnie w jakimś ciemnym :)

7. Jakie doły bardziej wolisz: jeansy, legginsy, shorty, a może spódnice?
Kocham jeansy, w legginsach czasami się pokarze, shorty ubieram tylko po domu, a spódnice od święta ;)

8. Co jest twoim dziwnym nawykiem?
Obgryzanie paznokcji oraz strzelanie na kostkach u rąk... Teraz wszyscy już wiedzą...

9. Czy ludzie w twoim otoczeniu wiedzą, że masz bloga?
Wie rodzina i kilka osób ze szkoły... Jak narazie mi wystarczy.

10. Masz umysł ścisły, czy może jesteś humanistą?
W podstawówce byłam bardziej ścisłowcem, a teraz w gimnazjum bardziej humanista ;)

11. Jakie jest twoje ulubione wydawnictwo ksiązkowe?
Uwielbiam książki wydane przez Wydawnictwo MAG i Wydawnictwo Otwarte oraz Papierowy Książyc.

Ja nominuję:
Bloody Marry
Demons
Nie zawsze jest tak jak chcemy by było...

Moje pytania:
1. Jakiej muzyki słuchasz?
2. Jakie lektury szkolne masz do przeczytania w tym roku?
3. Czy rodzina wie, że miszesz bloga?
4. Masz rodzeństwo (jeśli tak, to kogo?)?
5. Lektura szkolna, która najbardziej podobała ci się w poprzedniej klasie?
6. Kiedy masz urodziny?

Powodzenia! 
Rebel P.

niedziela, 20 września 2015

Rozdział XVII



Siedzieliśmy wszyscy w salonie, a Rasto co chwila zerkał na zegarek. Byłam na niego jeszcze trochę zła. Dorośli rozmawiali o pracy, a my bawiliśmy się z Sabine.
- Och, Patricia pomożesz mi w kuchni? – zapytał mój chłopak, tak by rodzice to usłyszeli.
- Pewnie, a ty gotowałeś? – zapytałam z uśmiechem.
- Może – odpowiedział i pociągnął mnie do kuchni. Była urządzona w kolorach szarości, ale nie takiej zimnej, wręcz ciepłej. Do mojego nosa doszedł zapach jakieś potrawy. Rasto przyciągnął mnie do siebie i miał zamiar mnie pocałować, ale odwróciłam głowę.
- Dalej jesteś zła? – zapytał lekko zaskoczony. Przytaknęłam, a on przysunął swoją głowę do mojego ucha. – Wyglądasz ślicznie, gdy się złościsz.
Zarumieniłam się.
- Jak mogę cię przeprosić? – zapytał z westchnieniem.
- Wymyśl coś, ale żeby zwaliło mnie z nóg – odpowiedziałam z szelmowskim uśmieszkiem i wymknęłam się z jego uścisku. – Dobra, w czym miałam ci pomóc?
- Wiesz, to był pretekst, żeby wyrwać się stamtąd na chwilę – powiedział i podszedł do kuchenki, na której stały garnki. – Mogłabyś zawołać ich wszystkich do jadalni?
- Ok – powiedziałam i poszłam do salonu. Państwo Martinez popijali koniak, a moja mama sok jabłkowy. – Przepraszam, że przerywam wam rozmowę, ale pora na kolację – powiedziałam uprzejmie, a chwilę potem obok mnie pojawiła się Sabine.
- Usiądziesz obok mnie? – zapytała dziewczynka.
- Oczywiście – powiedziałam z uśmiechem i dałam się zaprowadzić do jadalni. Na jej środku stał długi stół wraz z krzesłami. Usiadłam po prawej stronie stołu, a obok mnie na krzesło wśliznęła się Sabine. Było jeszcze jedno miejsce obok mnie. Chwilę potem do pokoju wszedł Rasto z misą jakieś zupy. Położył ją na środku i zaczął nalewać. Pierwsze nalał mojej mamie, później swoim rodzicom, a na końcu mi i Sabinie.
- Smacznego – powiedział z uśmiechem i zajął swoje miejsce. Wzięłam pierwszą łyżkę i rozpłynęłam się doszczętnie. To było przepyszne.

W tym samym czasie…

Siedzieliśmy z Clary przytuleni do siebie i oglądaliśmy jakiś teleturniej. Uwielbiałem spędzać z nią czas. W jednej chwili do moich uszu dobiegł dźwięk otwieranych drzwi. Powoli wstałem i położyłem Clar na kanapie, bo zasnęła. Podszedłem do ściany i tak czekałem. Rozległy się kroki, a gdy wiedziałem, że „włamywacz” jest w przejściu obok mnie wyskoczyłem. Przywaliłem mu  z pięści w nos. Poznałem, że to był wampir, gdy tylko go uderzyłem. Przyjrzałem się mu uważniej, był to brunet o brązowych oczach.
- Czego chcesz? – warknąłem i przygotowałem się na bójkę. Podniósł się z ziemi trzymając się za szczękę.
- Pogadać z Patricią – odparł spokojnie. – A ty zapewne jesteś Lucas?
Przestraszyłem się trochę, że jakiś obcy wampir zna moje imię.
- Tak, to ja – odparłem spokojnie. – A ty to…?
- Gabe, znajomy Patricii – odpowiedział. – Mocno uderzasz, jak na półelfa.
Uśmiechnąłem się lekko i zaprowadziłem go do kuchni.
- Pytanko, chcesz zabić Trish? – musiałem zadać mu to pytanie.
- Nie – odparł. – Informuję ją o poczynaniach osób, które chcą jej śmierci.
- Ok, chcesz lodu? – zapytałem, a on potaknął, więc sięgnąłem do zamrażarki. Rzuciłem nim w jego stronę, a Gabe zręcznie go złapał.
- Dzięki – rzucił i przycisnął sobie go do szczęki. – Mógłbyś przekazać Patricii, że jak będzie, to żeby do mnie zadzwoniła?
- Pewnie, a ma twój numer? – zapytałem dla pewności, a on położył na blacie kartkę z cyframi.
- Teraz już ma – odpowiedział. – Muszę spadać, cześć.
Powiedział i już go nie było. Wziąłem kartkę i przyczepiłem do lodówki. Wróciłem do salonu i usiadłem obok śpiącej w najlepsze Clary.


Wróciłyśmy z mamą do domu. Przez całą drogę siedziałyśmy w milczeniu. Weszłyśmy do kuchni i usiadłyśmy naprzeciwko siebie przy blacie.
- A teraz, moja droga, co robiłaś dzisiaj w nocy? – zadała pytanie moja mama, na które nie mogłam znaleźć sensownej odpowiedzi. Postanowiłam powiedzieć prawdę.
- A więc… - opowiedziałam jej o spotkaniu z Cleinem, o podejrzeniu wstrząsu mózgu i o tym, że nie poszłam do szkoły.
- Quinn Clein zaproponował ci naukę u Łowców? – zapytała moja rodzicielka, a ja przytaknęłam. – Znam Quinna od dobrych dwudziestu lat i z tego co mi wiadomo, jest on przewodniczącym Rady.
- Jak się poznaliście? – zapytałam zaciekawiona.
- Pracowałam wtedy na nocną zmianę w szpitalu, gdy przywieźli młodego chłopaka z raną po ugryzieniu, jak się później dowiedziałam po ugryzieniu wilkołaka. Towarzyszył mu właśnie Quinn. Kazałam ułożyć go w zabiegowym i wyjść wszystkim oprócz pielęgniarek. Okazało się, że chłopak stracił dużo krwi i nie wiadomo było, czy przeżyje. Nie chciałam dać mu umrzeć, bo miał przed sobą jeszcze całe życie. Odkaziłam ranę i zaczęłam ją zszywać. Już wtedy wiedziałam, że dzieciak będzie wilkołakiem. Udało nam się go uratować, ale to nie był koniec mojej pracy na dziś. Usiałam powiedzieć Clein’ owi o wyniku swojej pracy. Podejrzewałam, że wie, że ugryzł go wilkołak. Podeszłam do niego na korytarzu i powiedziałam „Proszę pana, udało nam się uratować chłopaka, ale niestety nie będzie już człowiekiem”. Powiedział wtedy, że mimo wszystko dziękuję mi za pomoc i , że ciekawi go skąd to wiedziałam – przerwała na chwilę. – Quinn miał nadzieję, że między nami zaiskrzy, ale ja widziałam w nim tylko przyjaciela.
- Ok, czyli nie masz nic przeciwko, żebym uczyła się u Łowców? – zapytałam dla pewności.
- Tak, ale uważaj na siebie, bo ten chłopak był młodym Łowcą.
Potaknęłam i miałam zamiar wyjść z kuchni, gdy zobaczyłam na lodówce kartkę z napisanymi cyframi i podpisem „Gabe”. Wzięłam ją i poszłam do pokoju. Zastanawiało mnie czego on może chcieć.

-------------------
Cześć! Przepraszam was, że  nie było rozdziału wczoraj, ale już nie miałam weny :(
Jak możecie zauważyć dodałam zakładki, więc zachęcam was do zaglądnięcia do bohaterów. Liczę na komentarze pod rozdziałem i dzięki z te pod ostatnim. ;)

sobota, 12 września 2015

Rozdział XVI



- Patricio Delo Cooper – usłyszałam podniesiony głos swojej mamy. – Gdzie byłaś? Co się stało z moim wazonem?!
Głowa bolała mnie niemiłosiernie, a głos mamy jeszcze go potęgował.
- Nie krzycz – mruknęłam trzymając się za głowę. – Możemy porozmawiać później?
- A dlaczego nie teraz? – zapytała rozdrażniona.
- Bo podejrzewam u siebie lekki wstrząs mózgu i jestem totalnie zmęczona – odparłam z westchnieniem i weszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko, co doprowadziło do kolejnej fali bólu i mdłości. Od razu zasnęłam.

Obudziłam się z wciąż bolącą głową. Zobaczyłam, że jest już dobrze po drugiej po południu. Powoli zgramoliłam się z łóżka i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i postarałam doprowadzić się do porządku. Zawinięta w ręcznik wróciłam do swojego pokoju i przebrałam się w szare dresy i luźną białą koszulkę z krótkim rękawem. Rozczesywałam włosy, gdy moja komórka powiadomiła mnie o sms- ie. Okazało się, że zamiast jednego sms- a jest ich cztery! Pierwsza, którą odebrałam była od Lucasa. Pisał w niej: „Trish, czemu nie ma cię w szkole?”, a ja odpisałam mu tak: „Nic mi nie jest, po prostu trochę boli mnie głowa, ale to nic wielkiego ;) Miej oko na Clary”. Następne dwie wiadomości były od operatora sieci, a ostatnia, ku mojej radości, była od Rasta. „Hej, Kochanie, masz czas dzisiaj po południu na małą randkę? :*”, odpisałam natychmiast: „Pewnie, a przyjedziesz po mnie? ;)”, W następnej wiadomości od mojego chłopaka zgodził się po mnie przyjechać i podał mi godzinę, o której będzie. Telefon schowałam do kieszeni i niepewnie zeszłam do kuchni, bo mój żołądek dał o sobie znać. Weszłam do niej i odetchnęłam z ulgą, że nie zastałam tam mamy. Na blacie leżała kartka od niej. Bałam się trochę ją przeczytać, ale niestety musiałam się z tym zmierzyć.

Pogadamy jak wrócę z pracy.
                                            Mama.

Wzięłam głęboki oddech. Czekała mnie dość ciężka rozmowa z rodzicielką. Wzięłam się za jedzenie ulubionych płatków śniadaniowych, gdy dostałam sms od nieznanego numeru. „Witaj Patricia, mam nadzieję, że dasz radę przyjść jutro na trening o 18.00. Przyjdź od swoją szkołę. Quinn Clein.”. Miałam odpisać, skąd ma mój numer, ale zrezygnowałam z tego. Odpisałam tylko „Będę” i wróciłam do jedzenia. Zastanawiałam się czy powiedzieć mamie o spotkaniu z Clein’ em, czy przemilczeć to. Nie dane mi było dokończyć myśli, bo do domu weszła Clary z Lucasem.
- Cześć, gołąbeczki – krzyknęłam do nich z kuchni. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo okazało się, że się całowali.
- Hej, jak głowa? – zapytał mój przyjaciel, gdy weszli razem do kuchni.
- Lekko boli, ale wezmę aspirynę i przestanie – odparłam obojętnie. – Ominęło mnie coś w szkole?
Zapytałam, bo chciałam zmienić temat.
- Jeff i jego kumple zostali złapani na paleniu trawy przez najgorszą osobę w szkole – poinformował mnie Lucas.
- Czy mówimy właśnie, że przyłapał ich Grizzly we własnej osobie? – zapytałam, ale znałam już odpowiedź.
- Kim jest Grizzly? – zapytała moja kuzynka.
- Grizzly to pan Canavan, nauczyciel informatyki – poinformowałam ją.
- Ale dlaczego Grizzly?
- Bo jest strasznie cięty, jeżeli chodzi o przestrzeganie regulaminu i ocenianie – odparł Cas i lekko się wzdrygnął.
- Co dostali? – zapytałam zaciekawiona.
- Z tego co słyszałem, to naganę dyrektora i zawieszenie na dwa tygodnie – powiedział z uśmieszkiem. – Należało im się.
- Wiem – odparłam. – Muszę was przeprosić, ale umówiłam się na randkę z moim chłopakiem.
- W szkole nie byłaś, a teraz wychodzisz na ran de wu jak gdyby nigdy nic? – zapytała zdziwiona Clary. – Ty okrutniku, ja dla ciebie robiłam notatki, a ty leniuchowałaś w najlepsze, a teraz… - miała zamiar coś dodać, ale przerwałam jej.
- Macie cały dom dla siebie – powiedziałam.
- Dobra, już nie jestem na ciebie tak bardzo zła, jak wcześniej – mruknęła Clary. Uśmiechnęłam się szeroko i wyszłam zostawiając ich samych sobie.


Dwie godziny później wsiadałam do samochodu Rasto ubrana w zwiewną czarną sukienkę sięgającą mi do połowy ud.
- Cześć – powiedziałam i pocałowałam go na przywitanie.
- Hej – mruknął. – Gotowa?
- Na co?
- Na spotkanie z moimi rodzicami – odparł, a ja wlepiłam w niego zaskoczone spojrzenie.
- Czekaj… Co?!
- Jedziemy na kolację z moimi rodzicami – powiedział spokojnie.
- Czemu mi nie powiedziałeś, ubrałabym się bardziej elegancko… - powiedziałam z lekką urazą.
- Chciałem, żeby poznali cię taką jaką ja cię poznałem – odpowiedział i posłał mi olśniewający uśmiech. Westchnęłam zrezygnowana.
- Kolacja tylko z twoimi rodzicami? – zapytałam, by upewnić się, czy mam się jeszcze bardziej stresować.
- Z tego co powiedziała mi mama, na kolacji będzie: my, moi rodzice, moja młodsza siostra i twoja mama – powiedział poważnie.
- Moja mama?! – mój głos stał się piskliwy.
- Tak – odparł. Właśnie miałam zamiar go skrzyczeć, gdy zatrzymaliśmy się pod jego domem. Był to duży dom jednorodzinny wykonany w całości z cegły pomalowanej na biało i w niektórych miejscach na jasnoniebieski. Ręce trzęsły mi się strasznie ze zdenerwowania. Mój chłopak musiał to zauważyć, bo złapał mnie za jedną i lekko ścisną, z otuchą. Podeszliśmy pod drzwi, a Rasto otworzył je kluczem. Wzięłam głęboki oddech i weszłam.


- Dzień dobry – przywitałam się z państwem Martinez.
- Mamo, tato, to jest Patricia – moja dziewczyna – poinformował ich z dumą Rasto.
- Nareszcie cię poznałam – powiedziała wesoło jego mama. – Cały czas o tobie mówił.
- Miło mi państwa poznać – powiedziałam z uśmiechem.
- Może nie stójmy tak w progu, tylko przenieśmy się do salonu – zaproponował pan Martinez i wszyscy weszliśmy do dużego pokoju pomalowanego i umeblowanego w odcieniach zieleni i brązu. Usiadłam na jednej z kanap, mój chłopak obok mnie, a jego rodzice po przeciwnej stronie.
- Masz ochotę na coś do picia, Patricia? – zapytał pan domu.
- Mogłabym prosić szklankę wody? – zapytałam.
- Zaraz przyniosę – zaproponował Rasto i już go nie było. Zostałam sama z jego rodzicami. Powiedziałam sobie w duchu, że zrobię mu coś, jak będziemy sami.
- Uczysz się w liceum? – zapytała jego mama.
- Tak, został mi jeszcze jeden rok – odpowiedziałam uprzejmie.
- A co masz zamiar robić dalej? – zapytał pan Martinez.
- Chciałabym dostać się na jakiś dobry uniwersytet i studiować architekturę – poinformowałam ich. W tym momencie wrócił Rasto i podał mi szklankę. – Dzięki.
- Czy my jesteśmy straszni? – zadała pytanie pani Martinez. Zbiła mnie kompletnie z tropu.
- Nie – odparłam zgodnie z prawdą.
- To dlaczego jesteś cała spięta i przestraszona? – zadała pytanie jego mama, a ja wiedziałam, że mnie przejrzała. – Spokojnie, naprawdę cię polubiliśmy.
- Naprawdę?
- Tak – odpowiedziała, a ja odetchnęłam ulgą. Rozległ się dzwonek do drzwi, więc pan Martinez musiał nas opuścić. Nie wrócił sam, ale razem z moją mamą. Rasto poderwał się na równe nogi.
- Pani Cooper – powiedział. – Nazywam się Rasto i jestem chłopakiem pani córki.
Mina mojej mamy była bez emocji i nie dało się z niej nic wyczytać. W jednej chwili jej twarz się rozjaśniła i przytuliła serdecznie mojego chłopaka. Patrzyłam zaskoczona. Rzuciła mi spojrzenie, które mówiło „Musimy porozmawiać”. Lekko skinęłam głową.
- Patricia nie mogła trafić lepiej – powiedziała mama z szczerym uśmiechem. Odwróciła się do państwa Martinez. – Isabel Cooper.
- Joseph Martinez, a to moja żona Miriam – przedstawił ich jego ojciec. Dorośli rozmawiali o różnych sprawach, gdy do salonu wbiegła mała dziewczynka w różowej sukience. Wyglądała ślicznie z dwoma kucykami. Podeszła do mnie i wspięła mi się na kolana.
- Ty jesteś dziewczyną Rasta? – zapytała.
- Tak, a ty jak podejrzewam jesteś jego siostrą? – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Masz rację, mam na imię Sabine, a ty? – zadała kolejne pytanie.
- Ja nazywam się Patricia – odpowiedziałam.
- Jesteś śliczna – powiedziała dziewczynka przypatrując się mi dokładnie.
- Dziękuję, ty też jesteś śliczna – odparłam z uśmiechem.
- Kochasz mojego brata? – zapytała poważnie.
- Kocham – odpowiedziałam.
- To dobrze – powiedziała i przytuliła mnie mocno.

Nie wiedziałam jak mam zakończyć ten rozdział ;(
Jak wam się podoba? Liczę na szczere opinie oraz krytykę :)
Zachęcam do ankiety ;)